Trzy tytuły indywidualnego mistrza świata, piękna żona, dwie urocze córeczki, wydana biografia, mnóstwo tatuaży na ciele i głowa wciąż pełna marzeń. Oto Tai Woffinden, który we Wrocławiu jeździ już od dziesięciu lat z i tej okazji zaprasza na swój turniej benefisowy (czwartek, 16 czerwca, godz. 19, Stadion Olimpijski).

Tai Woffinden i jego nowa pasja.

Tai Woffinden urodził się 10 sierpnia 1990 roku w angielskim Scunthorpe, choć dzieciństwo spędził z rodzicami w Australii. Był szczęśliwym i aktywnym dzieckiem, którego nie ominęły jednak traumatyczne wydarzenia, zostające w człowieku na lata. W swojej autobiograficznej książce „Bez hamulców”, spisanej przez brytyjskiego dziennikarza Petera Oakesa, a wydanej również na polskim rynku, mistrz wspominał m.in., gdy jako kilkuletnie dziecko bawił się na ulicy. W pewnym momencie jego piłka wpadła na jezdnię. Tai zawołał wtedy swojego małego kolegę, bawiącego się obok. Ten wbiegł po piłkę na drogę i został potrącony przez nadjeżdżający samochód. Śmiertelnie. To wspomnienie zostanie już z Woffindenem do ostatnich dni.

Gdy Tai liczył sobie 19 lat, jego ojciec Rob – były żużlowiec, choć bez większych sukcesów – po długiej i wyczerpującej chorobie zmarł na raka. To chłopaka zmieniło. Stracił on swojego najbliższego przyjaciela, a jednocześnie mentora i opiekuna. Woffinden znalazł się wówczas na zakręcie i nie zachowywał się jak profesjonalny sportowiec. W legendę obrosła historia jak to podczas zimowego zgrupowania w Zakopanem wprowadził do swojego organizmu nieco baśniowego pierwiastka i wrocławska ekipa szukała go pół nocy. Znalazła w końcu siedzącego na krawężniku przy stacji benzynowej, w samej koszulce...

Do Wrocławia Woffinden trafił w 2012 roku, by spróbować się odbudować po kiepskim sezonie w Starcie Gniezno. Zaczął rozumieć swoje błędy i dojrzewać do sukcesów. Poszło wyjątkowo szybko. Rok później, jako 23-latek, miał już na koncie złoty medal mistrzostw świata. Został globalną jedynką.

- Dzieci? Absolutnie nie. Na pewno nie w ciągu najbliższych dziesięciu lat. Chcę zdobyć więcej tytułów mistrza świata. Moja dziewczyna nie ma z tym problemu – mówił nam wtedy, w 2013 roku, ale słowa nie dotrzymał. Ta dziewczyna, wtedy 18-letnia Faye, jest dziś jego żoną i powiła mu dwie córki. A mieszkają razem obok Długołęki, bo większość gwiazd światowego żużla stacjonuje teraz w Polsce. Dlaczego? Już starożytni wiedzieli, że ibi patria, ubi bene, a więc tam ojczyzna, gdzie dobrze. Gdzie dobrze… płacą.

Dziś Woffinden jest już potrójnym indywidualnym mistrzem świata – dwa kolejne tytuły zdobył w 2015 i 2018 roku. Później dość seryjnie doznawał

jednak kontuzji i łamał różne kości, co jego karierę wyhamowało. Niektórzy zaczęli też podejrzewać, że być może motywacja już nie taka, choć żużlowiec z takim stawianiem sprawy się nie godzi.

- Pokażcie mi choćby jeden wyścig, w którym się nie starałem?! – odpiera zarzuty. I słusznie, bo rzeczywiście na motocyklu daje z siebie wszystko, wciąż sporo ryzykując. A w zeszłym roku sięgnął z Betard Spartą po wyczekane drużynowe mistrzostwo Polski.

Tai to ulubieniec wrocławskiej publiczności, bo jest typem naturszczyka, kumpla z sąsiedztwa. I potrafi porozumieć się po polsku, co nie jest typowe dla żużlowców z wysp. Nawet ostatnio poprowadził w jednej z wrocławskich szkół lekcję angielskiego.

Jego głowa wciąż jest pełna ambicji i marzeń. A nową pasją stały się skoki ze spadochronem. Tyle że zwykłe skoki już go nie zadowalają, szuka nowych wyzwań. Takich jak base jumping, czyli skakanie z wieżowców, mostów czy urwisk skalnych. Myśli też o wingsuitingu, a więc o skokach w kombinezonie, który zmniejsza prędkość opadania, natomiast zwiększa prędkość w poziomie, co sprawia, że można szybować dłużej i wykonywać przy tym efektowne akrobacje. Na tego typu atrakcję musi jednak poczekać, gdyż w takim stroju można dopiero latać po wykonaniu dwustu normalnych prób ze spadochronem.

Póki co, wrocławscy kibice wierzą, że Woffinden zacznie znów fruwać na żużlowym torze i pomoże drużynie osiągnąć w tym sezonie kolejny sukces. W czwartek Stadion Olimpijski odwiedzą z pewnością licznie, bo stawka turnieju z okazji 10-lecia startów Taia w barwach Betard Sparty jest wyśmienita. Bartosz Zmarzlik, Maciej Janowski, Chris Holder, Patryk Dudek… Poza tym, znając Woffindena, na pewno przygotował coś szalonego. I odlotowego. WoK

Oni pojadą dla Taia (czwartek, 16 czerwca, Stadion Olimpijski, godz. 19):

Anders Thomsen #105 Jaimon Lidsey #27 Mikkel Michelsen #155 Robert Lambert #505 Tai Woffinden #108 Patryk Dudek #692 Gleb Czugunow #117 Bartosz Zmarzlik #95 Maciej Janowski #71

Matias Nielsen #28 Chris Holder #23 Fredrik Lindgren #66 Daniel Bewley #99 Martin Vaculik #54 Bartłomiej Kowalski #302 Francis Gusts #14 Bilety: bilety.wts.pl

Źródła: Wojciech Koerber