Treści dostępne w serwisie zostały stworzone w komercyjnej współpracy z miastami

12. Tarczyński Nocny Wrocław Półmaraton ma już swoich pacemakerów, zwanych w Polsce zającami. To ci, którzy uczestnikom biegowych imprez pomagają osiągnąć konkretny wynik. Gwiazdom – rekordy świata, amatorom - życiówki i przesuwanie własnych granic.

Pacemakerzy pomogą Ci pokonać 21 km z uśmiechem na twarzy.

- Oficjalnie ogłaszamy: Zajączki na 12. Tarczyński Nocny Wrocław Półmaraton zostały wybrane - poinformowało Młodzieżowe Centrum Sportu, organizator wrocławskiej imprezy, który 6 czerwca wyruszy z Tarczyński Areny przy al. Śląskiej, by w to samo miejsce wrócić na metę.

Wrocławscy pacemakerzy będą prowadzić swoje grupy w konkretnym tempie przez całą trasę. Zazwyczaj mają na sobie charakterystyczne baloniki lub flagi z celowanym czasem (1:45, 2:00, 2:15 itd.). - Szukajcie ich na starcie i trzymajcie się grupy – sugeruje organizator.

Dzięki zającom biegniesz równomiernie i nie musisz sprawdzać zegarka. W trudnych momentach dostajesz wsparcie psychiczne, motywację i praktyczne wskazówki. Masz większą szansę finiszować w założonym czasie!

Historia pacemakerów sięga lat 50., gdy dwóch biegaczy pomogło Rogerowi Bannisterowi złamać historyczną barierę czterech minut na milę. Od tamtej pory są nieodłącznym elementem każdego dużego biegu.

Jednym z największych wydarzeń z udziałem pacemakerów był projekt INEOS 1:59 Challenge, kiedy to Eliud Kipchoge, jako pierwszy maratończyk, w historii, złamał barierę dwóch godzin. Na miejsce tego wydarzenia wybrano Wiedeń, a Kenijczyka wspierała dobrana grupa biegaczy elity. Rzecz jasna, trasa również była przyjazna, bez trudnych podbiegów, a obuwie, powiedzmy, sprężynujące. Dzięki temu 12 października 2019 roku ten dwukrotny mistrz olimpijski (Rio de Janeiro 2016, Tokio 2020), wówczas 35-letni, osiągnął czas 1:59:40.

Trzymajcie się swoich zająców, a metę na Tarczyński Arenie osiągniecie w zadowalającym tempie i stanie.

Źródła: Wrocław