Większość drużyn żużlowej PGE Ekstraligi ma już ustalone składy na sezon 2023. W takich miastach jak Toruń i Wrocław wciąż panuje jednak duża niepewność. Szefowie Apatora i Betard Sparty nadal nie wiedzą, czy będą mogli skorzystać z zawieszonych po wybuchu wojny Rosjan: Emila Sajfutdinowa i Artioma Łaguty.

Kibice Sparty liczyli na wieloletnią hegemonię klubu, ale na przeszkodzie stanęło m.in. wykluczenie z rozgrywek rosyjskich żużlowców.

Nie tak miał wyglądać w wykonaniu wrocławskiego zespołu zakończony właśnie sezon. Betard Sparta wylądowała poza strefą medalową, co niewątpliwie zostało spowodowane utratą Łaguty, indywidualnego mistrza świata z 2021 roku, który w poprzednim sezonie pomógł też WTS-owi sięgnąć po upragnione złoto Drużynowych Mistrzostw Polski. Okazał się brakującym ogniwem i ogromnym wsparciem dla dwójki liderów. Tego wsparcia zabrakło Maciejowi Janowskiemu i Taiowi Woffindemowi w minionych rozgrywkach. Znów więcej dźwigali na swoich barkach i znów byli pozbawieni marginesu błędu, a słabsze występy nie były im puszczane płazem, lecz wytykane. Bo te słabsze występy oznaczały porażkę drużyny.

Choć sezon się zakończył, Polski Związek Motorowy wciąż nie ogłosił, czy przywróci rosyjskich zawodników do polskich rozgrywek. Jeszcze niedawno wydawało się, że koncepcja została wypracowana, tzn. do ścigania mieliby zostać przywróceni ci z Rosjan, którzy mają polskie obywatelstwo. A znaczących żużlowców jest takich trzech: wspomniani Łaguta i Sajfutdinow oraz Andriej Kudriaszow. Słusznie jednak zauważył Marek Cieślak, były trener kadry narodowej, że jeśli przywracać Rosjan do sportowego życia, to wszystkich, nie tylko tych z polskim obywatelstwem. Bo, de facto, niczym się między sobą nie różnią. Tym jedynie, że o tych lepszych ktoś powalczył wcześniej i otrzymali polski paszport, a ci mniej wzięci zaczęli o tym myśleć dopiero po wybuchu wojny. Jak, dla przykładu, Wadim Tarasienko, który mieszka w Polsce, ma polską żonę, dziecko, a w minionym sezonie pracował dla polskiego zawodnika, Kacpra Pludry. Zatem jest nawet bardziej polski niż Łaguta czy Sajfutdinow.

Ostatnio jednak głośno o tym, że szlaban, który opuszczono przed Rosjanami, miałby się nie podnieść. Co wydaje się nawet dość zrozumiałe w obliczu sytuacji w Ukrainie i kolejnych ruchów dyktatora Putina, który straszy świat eskalacją swoich roszczeń i bronią jądrową, a pod broń powołuje kolejnych 300 tysięcy ludzi. Poza tym na dniach zakończy się również cykl Indywidualnych Mistrzostw Świata i organizator winien ogłosić nazwiska uczestników na kolejną edycję. Trudno sobie jednak wyobrazić, by wobec trwającej wojny

Międzynarodowa Federacja Motocyklowa (FIM) zechciała nagle przywrócić do swojej rodziny obu medalistów IMŚ 2021: złotego Łagutę i brązowego Sajfutdinowa. Mimo że roczna karencja to w przypadku sportowców – dodajmy, sportowców po trzydziestce - niezwykle dotkliwa kara.

Betard Sparta była mocno zdeterminowana, by o swojego zawodnika powalczyć na drodze sądowej. Domagając się przywrócenia sportowcowi z polskim obywatelstwem konstytucyjnej możliwości wykonywania zawodu, poprosiła o opinię byłego ministra sprawiedliwości i adwokata o wielkiej renomie, Zbigniewa Ćwiąkalskiego. A ten rzeczywiście uznał na piśmie, że taki przywilej Łagucie się należy.

Na dziś nie wiadomo jednak, jak sprawa się zakończy. Jest natomiast jasne, że Betard Sparta zabezpieczyła się na wypadek fiaska swojej walki. W listopadzie kontrakt z klubem podpisze Piotr Pawlicki, dołączając do Janowskiego, Woffindena, Dana Bewleya i Gleba Czugunowa, który miał zostać wypożyczony w przypadku powrotu Łaguty. Kluczową postacią zespołu pozostanie też doświadczony Bartłomiej Kowalski, przed którym ostatni sezon w gronie juniorów. WK

Źródła: Wojciech Koerber